|
Z powrotem zima... 2.3.2006 16:26 GMT+1
|
Tak podsumowując, bo już jesteśmy w domu z powrotem od tygodnia: bardzo nam sie podobało. Fakt, że kawał drogi (półtorej doby w samolocie...), ale naprawdę było warto. Takich krajobrazów nigdzie wcześniej nie widzieliśmy i to chyba prawda, co niektórzy mówią, że Nowa Zelandia to najładniejszy kraj na świecie. No nic, trzeba teraz cały ten urlop odpracować, a potem wybrać się na następny:) Z czasem w menu po lewej stonie będzie przybywać nowych rubryk - myślę, że na początku marca przysiądę i powrzucam m.in. zdjęcia różnych fajnych stworzonek, które udało nam się na miejscu spotkać. Niestrudzonym czytelnikom dziękuję, ale Kubie i Bartkowi, którzy zajęli się technicznymi aspektami tego wydawnictwa, dziękuję podwójnie! Byle do wiosny... |
|
|
|
Przystanek Auckland 17.2.2006 10:38 GMT+1
|
Dzis wrocilismy do NZ po czterodniowym wypadzie na Fiji, wiec napisze cos i o Fiji, i o Auckland, ale za to bede sie streszczal:) Fiji robi wrazenie jakby znajdowalo sie w polowie drogi miedzy Tajlandia, a Filipinami. Te same krajobrazy, ktore oglada sie na Filipinach: ledwo trzymajace sie drewniane chatki, nieco lepiej wygladajace szkoly w kazdej wiosce, chude kozy i krowy pasace sie przy drogach i duuuzo zieleni - wszelkie odcienie, to glownie dlatego, ze pora jest akurat niby deszczowa. To ostatnie przejawia sie tym, ze raz albo dwa razy na dzien cos pada, w wyniku czego temperatura spada moze o 2 stopnie, tj. z 30 na 28... I parno. Fidzijczycy zas maja bezposredni sposob bycia, sa grzeczni, mili, zagadauja, ale jak dla mnie ten ich uswiecony zapewne tradycja styl jest zbyt bezposredni i narusza troche moja prywatnosc, w przeciwienstwie chocby do tajskiego (czlowiek na wakacjach ma czasem ochote nie otwierac geby do nikogo...). No i jedzenie tez blizej do Filipin, zdecydowanie... W kazdym razie pobyczylimy sie troche nad morzem, poplywalismy i poopalalismy sie, kiedy chmury pozwalaly. Dzis jestesmy juz w Auckland, ktore co prawda nie jest stolica NZ, ale mieszka tu chyba z 30% ludnosci i to widac na ulicach. Pelno ludzi, gwarno, knajpy, ogrodki - tu mozna sie w koncu (pierwszy raz w tym kraju) poczuc jak w duzym miescie - oczywiscie nie byl to glowny cel naszego przyjazdu tutaj:) A tak wyglada najwazniejsza (a na pewno najwyzsza...) budowla w miescie:
Tez jutro, ale wieczorem wsiadamy w samolot i w niedziele wieczorem polskiego czasu meldujemy sie na Okeciu. Wszystko, co dobre musi sie kiedys skonczyc, ale mamy nadzieje, ze jeszcze kiedys do Nowej Zelandii wrocimy - a szczegolnie Wyspa Poludniowa jest tego warta. |
|
|
|
Dotarlismy na Fiji 14.2.2006 4:12 GMT+1
|
Wczoraj wieczorem tutejszego czasu udalo sie nam wyladowac na lotnisku w Nadi, a dzis juz smazymy sie na sloneczku, 30 stopni, jak Pan Bog przykazal. Troche chmurek jest, no ale bez chmurek byloby glupio (czemu? nie wiem). W kazdym razie jestesmy na samym polnocnym krancu glownej wyspy, niedaleko miejscowosci Rakiraki. Po drodze wszystko wygladalo dosc ubogo i biednie. Ale jakos sobie tu radza, wszyscy wygladaja na zadowolonych, sa usmiechnieci i nastawieni przyjaznie, a niektorzy to az zbyt przyjaznie i zadaja duzo pytan. Telefony nie dzialaja, telewizji nie ma, wiec blogo leniuchujemy tutaj az do piatku, odezwiemy sie z Auckland. |
|
|
|
Wszystko smierdzi siara 12.2.2006 23:53 GMT+1
|
Siedzimy w Rotorua (dopelniacz pewnie bedzie w Rotorule:)) juz drugi dzien i juz przesmierdlismy na pewno zapachem siarki z wszechobecnych tu gejzerow, wulkanow itp. Wlasciwie gdziekolwiek sie wejdzie w las, tam sie dymi, smierdzi, na wszystki odklada sie siarka, a drzewa sa na wpol osmalone... Ma to jednak swoj urok, roznokolorowe mineraly osadzaja sie gdzie popadnie no i jest od tego wszystkiego cieplo;))
Zdjecia tego wszystkiego juz w drodze, duza porcja, lacznie z gorami, o ktorych pisalem poprzednio. Powinny byc lada chwila. Jest tu u nas w miare cieplo, ale srednio slonecznie, dlatego na koniec spadamy poopalac sie tam, gdzie jak sadzilismy pogoda raczej nie moze byc zla. Obecnie prognoza wskazuje jednak co prawda 30 stopni ciepla, ale i lekkie zachmurzenie;( No trudno, jak juz dotrzemy na to Fiji, to sie zameldujemy i zaraportujemy. Milego tygodnia! |
|
|
|
Są nowe zdjęcia! 10.2.2006 18:11 GMT+1
|
Tak jest. Sa nowe zdjecia konczace nasza przygode z Wyspa Poludniowa - w duzej czesci sa to ogladane przez nas zwierzaki. My zgodnie z planem przeprawilismy sie na Wyspe Polnocna do Wellington - calkiem sympatyczne miasto, choc na stolice nie wyglada. Ale od razu zrobilo sie bardziej "porzadnie" i "europejsko"; na poludniu jednak mniej dbaja o to wszystko, ubieraja sie byle jak, jezdza byle czym i mieszkaja w malych domkach, i ma to swoj urok. Na polnocy zaatakowaly nas wypasione terenowki i wylaszczone panienki. Po Wellington pojechalismy do Turangi - miasteczko polozone u stop parku narodowego Tongariro. Miasteczko dosc specyficzne, dodajmy, bo zbudowane ledwie 30 lat temu, a poczatkowo zamieszkale przez budowniczych tutejszej elektrowni wodnej (nota bene woda plynie w specjalnych rurach pod ziemia i rowniez pod ziemia umiesczone sa turbiny! - czego nie mozna zrobci dla ochrony krajobrazu...), a obecnie przez pracownikow pobliskich czterech wiezien:)) Poza tym dziura jak kazda inna, tyle tylko, ze stanowi baze wypadowa w gory. Aha, okolica slynie podobno z pstragow (w tym kraju specjalnie je hoduja, a potem zarybiaja rzeki): niektore bestie maja po 5kg - niestety z niezrozumialych powodow nie podaja ich w restauracjach... Niestety pierwszego dnia lalo, wiec gory odpuscilismy, a ja pomyslalem, ze skoro i tak zmokne, to moge zmoknac w czasie raftingu na rzece Tongariro. I rzeczywiscie zmoklem, calkiem fajnie bylo, duzo wody, piany i wodospadzikow, podobno skala od III do III+ w skali I-V - cokolwiek by to oczywiscie mialo znaczyc:)) Nastepnego dnia prognozy byly lepsze, wiec wybralismy sie na Tongariro Crossing, trawers dwoch wulkanow Tongariro i Ngaurohoe (wchodzi sie do wysokosci prawie 2000 metrow, jak jest ladna pogoda, to mozna wejsc na szczyty) reklamowany jako najlepsza jednodniowa wycieczka w Nowej Zelandii. Hmm, to kiepskie maja tutaj te jednodniowe wycieczki. Moze to kwestia pogody (do poludnia lalo i bylismy calkiem przemoczeni) i widocznosci (a raczej jej braku), ale nas szlak nie zachwycil. Bardzo surowo, uboga roslinnosc, a powyzej 1500 metrow juz tylko skaly wulkaniczne i pyl. Widoki podobno sa piekne, ale widzielismy prawie tylko chmury;( No i kilka jeziorek o fajnych mieniacych sie kolorach, co zapewne jest skutkiem zawartosci jakichs substancji powulkanicznych. W tle majaczyl szczyt Ngauruhoe, czyli Gory Przeznaczenia z Wladcy Pierscieni. Mozna jeszcze dodac, ze na szlaku bylo okolo 8 pelnych autobusow ludzi, ktorzy wszyscy zaczeli trase mniej wiecej w godzinnym odstepie czasu, wiec tlok byl jak na Krupowkach.
Teraz jestesmy w Rotorua, to juz 250 km od Auckland, gdzie ostatecznie zmierzamy. Okolica wciaz wulkaniczna, co chwile cos sie z ziemi dymi, strzyka goraca woda i smierdzi siarkowodorem. Wyglada to na dosc modna miejscowosc weekendowo-wakacyjna, a jak jest naprawde, rozejrzymy sie przez dwa najblizsze dni. |
|
|
<< Poprzednie 1 2 3 Następne >> |