Kalifornia

 Dziennik
 Kulinaria
 Mapa
 

 Galeria

 Zdjęcia stare i nowe
 

 Krótkie wypady

 Węgry
 Bruksela
 Mediolan
 Macedonia
 Irlandia
 Kraj Basków
 Słowenia
 

 Turcja/Iran

 Dziennik
 Kulinaria
 O Iranie
 Mapa
 

 Wietnam/Malezja

 Dziennik
 Kulinaria
 Mapa
 Nasze plany
 

 Kanada

 Dziennik z BC
 British Columbia
 Mapa
 Plany
 Nomeansno
 

 Nowa Zelandia

 Dziennik z NZ
 Kulinaria
 Mapa
 Zwierzęta
 Dobre rady Homika
 Co zobaczymy?
 NZ - almanach
 

 Azja Płd.-Wsch.

 Dziennik z Azji
 Kulinaria
 :: Dobre rady Homika ::
 Mapa
 

 Linki

 Ciekawe strony
 

 Szukaj w newsach

 






TAJLANDIA 29.3.2005 15:43 GMT+1
WJAZD: Polski MSZ sie nie postaral, a moze nawet skompromitowal, i Polacy jako jedna z niewielu nacji europejskich musza posiadac wize przy wjezdzie do Tajlandii. Mozna ja dostac na niektorych przejsciach granicznych (ale nie wszystkich, wiec uwaga!) lub tez w ambasadzie Krolestwa Tajlandii - np. w Polsce wiza tajska kosztuje 100 zlotych za kazde dozwolone przekroczenie granicy i jest to zdzierstwo totalne.
KASA: 1 USD = ok. 39 bahtów. Oczywiscie pelna cywilizacja, czyli bankomaty i wymiana walut dostepna bez problemu (chyba, ze bylo wlasnie tsunami i zalalo wszystkie bankomaty; tak, zdarza sie...). Tajlandia to raj dla niskobudzetowych turystow - w takim Bangkoku za 30-40 bahtow mozna - co prawda na ulicy - zjesc juz calkiem przyjemnie. Nie mowiac o swiezych sokach po 10-20 bahtow i piwie za 30...
KOMUNIKACJA:
Thai Airways i kilku innych, "tanich" przewoznikow zapewnia szybka i tania komunikacje zarowno w obrebie Tajlandii, jak i z sasiadami. To opcja dla osob o ograniczonym czasie, bo pociagi sa calkiem sprawne. Tylko, ze po co jechac 10-15 godzin, skoro mozna przeleciec w poltora...
Autobusy dojezdzaja wszedzie, co ciekawe czasem lepiej jechac "normalnym" autobusem odjezdzajacym z "normalnego" dworca autobusowego, niz takim zalatawianym przez biuro podrozy obslugujace glownie turystow - obcokrajowcow. Roznica jest taka, ze ten drugi wyjedzie z opoznieniem, po drodze bedzie sie zatrzymywal w knajpach nalezacych najwidoczniej do kogos znajomego i w rezultacie dotrze na miejsce zdecydowanie pozniej... Dotyczy to jak najbardziej autobusow odjezdzajacych z popularnego rejonu Khao San w Bangkoku.
Sam Bangkok ma mnostwo opcji, od metra i kolejki naziemnej, przez barki, autobusy, do tuk-tukow i motorkow - w ich przypadku obowiazuja ceny negocjowane.
NOCLEGI: jak wszedzie w Azji, nie powinno byc problemow ze znalezieniem miejsca do spania. Czasami moze byc trudno w miejscach szczegolnie czesto nawiedzanych przez turystow. Na przyklad takie Khao San, ulica w Bangkoku, gdzie zjezdża sie chyba pol Europy, ma chyba z 50 guesthouse'ow i hoteli, a czasami trudno znalezc cos sensownego. Niemniej jednak jak juz beda wolne miejsca, to za 300 bahtow mozna wziac calkiem przyzwoita dwojke w dogodnym miejscu, a jak komus zal 25 zlotych, to moze za 80 bahtow przespac sie w norze bez okien... O cenach nad morzem nie moge powiedziec nic wiazacego, gdyz bylismy na Ko Phi Phi w trakcie odbudowy wyspy po tsunami, turystow bylo malo, wlasciciele obnizali ceny i nieraz mozna bylo wziac pokoj za 400 bahtow (to chyba z jedna czwarta ceny sprzed trzesienia ziemi).
JEDZENIE: kuchnia tajska cieszy się zrozumiałą renomą i mozna by wlasciwie na tym zakonczyc. Sprobowac trzeba wszystkiego, ze szczegolnym uzwglednieniem: pad thai - smazony makaron z warzywami, jajkiem i nieraz krewetkami (25-35 bahtow na ulicy i 50-60 w knajpce), zupy tom kha z krewetkami badz kurczakiem oraz ostre curry (zielone, czerwone) - znow z krewetkami, miesem, rybami lub warzywami i oczywiscie ryzem - jesli cena przekracza 100 bahtow, to znaczy, ze lokal jest juz ekskluzywny:)) Nad morzem kroluja ryby i skorupiaki, no ale to juz zalezy co kto lubi...
TRZEBA ZOBACZYĆ:
Cóż, w Tajlandii widzialismy tylko Bangkok, jedną, śliczną wyspę i pare rzeczy po drodze. Więc jak na razie mało reprezentatywne jak na tak duzy kraj... Widac tylko, ze warto unikać wielkich kurortow typu Pattaya, Ko Samet czy Phuket. Ale plaze maja wszedzie, wiec wystarczy tylko znalezc jakies mniej uczeszczane miejsce...
OSTATNIE RADY:
Bangkok jak Bangkok - po prostu duze miasto. Dwie rzeczy tu przyciagaja turystow: zapelnione turystami oraz sprzedawcami chlamu Khao San Road oraz czerwona dzielnica. Umowmy sie, ze zabytkow wielkich tu nie ma, a te co sa dyskryminuja turystow, ktorzy musza placic wiecej i ubierac sie bardziej konserwatywnie niz Tajowie...



KAMBODŻA 29.3.2005 14:12 GMT+1
WJAZD: hmm, jest ciekawie. Na lotniskach bez problemu, ale procedura wjazdu droga ladowa przyprawia o bol glowy. Teoretyczny koszt 3-miesiecznej wizy to 20 USD, jednak cene taka uzyskac mozna tylko w ambasadach, i to nie wszystkich. Na granicy urzednik bedzie sie upieral, ze wiza kosztuje 25 albo 30 USD i najczesciej to on bedzie mial racje. Przy wylocie warto pamietac o podatku lotniskowym (15 USD w Phnom Penh i 25 USD w Siem Reap).
KASA: 1 USD = ok. 3850 rieli. Jednakowoz dolary sa powszechnie obowiazujacym srodkiem platniczym w Kambodzy i o ile nie trafilo sie na naciagacza turystow, ceny placone w USD i rielach sa porownywalne. Ceny (noclegow, jedzenia, transportu) podaje sie w dolarach. Jesli placisz np. 2,5 dolara, przygotuj sie na to, ze z 3 dolarow dostaniesz reszty... 2000 rieli:) Tak to dziala. Ceny nie przyprawiaja o bol glowy i nie odstaja specjalnie od azjatyckich standardow. Piwo za dolara, posilek za 2-3 dolary to norma.
W Kambodzy jest TYLKO JEDEN BANKOMAT, w dodatku obsluguje tylko lokalne karty. Trzeba zaopatrzyc sie w dolary przed wjazdem, ew. mozna wyplacic pieniedze w banku na karte kredytowa.
KOMUNIKACJA:
Kiepsko. Stan drog fatalny, tzw. autostrady czesto maja zwiewna, czerwona, pylasta powierzchnie, a asfalt obowiazuje tylko na niektorych odcinkach. Generalnie podroz 150-kilometrowego odcinka od granicy tajskiej do Siem Reap moze trwac 4 godziny, ale moze rowniez 12, jesli po drodze zerwie sie jakis most...
Sa dwa lotniska (Phnom Penh i Siem Reap), po Mekongu i jeziorze Tonle Sap mozna rowniez plynac lodzia.
W miastach najczestsza opcja jest motorek z uczynnym khmerskim kierowca - standardowa kilkuminutowa trasa to koszt rzedu 500, 1000, 2000 rieli.
Ruiny Angkoru najlepiej zwiedza sie motorkami z dolaczona dwuosobowa przyczepka - koszt wynajecia na caly dzien z kierowca nie powinien przekraczac 10-12 USD (w zaleznosci od trasy, trzeba sie targowac).
NOCLEGI: nie dosc ze jedne z tanszych w Azji, to jeszcze - przynajmniej w popularnych miejscowosciach - standard jest naprawde na plus. Zaczynaja sie od 1,5 dolara za osobe, za 4 mozna miec pokoj z klimatyzacja, a wszystko co wyzej to juz luksus:)
JEDZENIE: choc bez problemu mozna zjesc cos z kuchni khmerskiej, to chyba latwiej znalezc cos bardziej "miedzynarodowego" (czytaj: tajskiego, hinduskiego, francuskiego, czy nawet niemieckiego...). Kuchnia khmerska jest podobna do tajskiej, powiedzialbym, ze mniej ostra, a bardziej kwasna. Obiad w restauracji to koszt 3-5 USD, na ulicy - 1-2 USD.
TRZEBA ZOBACZYĆ:
Angkor, Angkor, Angkor - i to jak najszybciej! Ruiny miast-swiatyn budowanych przez Khmerow od IX do XIII wieku robia fantatystyczne wrazenia, ale z roku na rok przyciagaja coraz wiecej turystow. Na razie nie jest tloczno, ale za piec lat wiekszosc turystow stanowic beda zapewne niemieccy emeryci:((
Siem Reap - miasto najblizsze Angkor Wat, zdecydowanie najbardziej turystyczne w kraju. Bardzo nastrojowa "starowka" z kolonialnymi, jednopietrowymi budynkami, w polowie zajetymi przez bary. No i trzeba doswiadczyc "pub-crawlingu" na "Pub Street" - kilkudziesięciometrowej ulicy z kilkunastoma barami, w tym czynnymi do późna "Angkor What?" (BTW - co za nazwa!).
OSTATNIE RADY:
Przed przyjazdem koniecznie trzeba napelnic swoj portfel plikiem jedno- i pieciodolarowek. Przyda sie!
Kupowanie na targach i straganach to sama przyjemnosc: maja naprawde piekne rzeczy, w dodatku za bezcen, jak na europejskie warunki, a i tak warto sie z obopólnym uśmiechem potargowac...
...ale nie do przesady: Kambodza to biedny kraj i dodatkowy 1000 rieli z pewnoscia przyda sie bardziej sprzedawcy niz kupujacemu.
Grand Cafe przy glownym placu Siem Reap to swietne miejsce w kolonialnym stylu z kuchnia khmerska, azjatycka i europejska. Biorac pod uwage ceny i wielkosc porcji, mozna by przejsc na tryb "jeden posilek dziennie"...



MALEZJA 29.3.2005 10:23 GMT+1
WJAZD: formalności graniczne nie sprawiają specjalnego problemu, poza tym, ze na granicy trzeba opuścić swój środek lokomocji (autobus, pociąg, samolot chyba niekoniecznie:) z bagażami i przejść pieszo przez stanowiska celników... wizy niewymagane.
KASA: 1 USD = ok. 3,8 ringita. Malezja nie jest drogim krajem, jednak nie dotyczy to alkoholu:( Muzulmanie alkoholu raczej nie pijaja, a rzad kosi kase na wyznawcach innych religii, od trunkow nie stroniacych. Najtansze piwa kosztuja w sklepach 5-6 ringitow, czyli drogo jak na warunki azjatyckie. Miejsca co bardziej wypasione (bary w Kuala Lumpur albo jedyne w danej miejscowosci z wyszynkiem) potrafia sprzedawac male piwa nawet po 15 ringitow, a wiec w cenach wyzszych niz warszawskie:(( Jedzenie dobre i tanie: typowe sniadanie to 1,5-4 ringity, obiad 3-6.
Bankomaty często spotykane i kantory wymiany walut i rowniez.
KOMUNIKACJA:
Malezysjkie linie lotnicze mają dotowane bilety na trasach krajowych; w ten sposób można dotrzeć do odległych zakątkow Borneo. Poza tym działa sporo "tanich" linii w rodzaju choćby Air Asia.
Autobusy są bardzo poręczne - obsługują wiele tras, a w dodatku jest olbryzmia konkurencja, więc bilety tanie (placilem 7,5 ringita za jazde 2,5-godzinna i 13 ringotow za czterogodzinna) i z miejscami nie ma problemow.
Linie kolejowe (choc tylko dwie: z Singapuru przez KL i dalej wzdluz zachodniego wybrzeza do granicy tajskiej oraz z Singapuru przez interior do pln-wsch Malezji i dalej w kierunku Bangkoku) są przydatne, bo pociagi jezdza zwykle w nocy, co pozwala zaoszczedzic czas. Wagony sypialne calkiem wygodne, choc osoby o nie-azjatyckim wzroscie moga miec lekkie problemy... Kilkugodzinna podroz w wagonie sypialnym bez przedzialow to koszt 30-40-50 ringitow, miejsca siedzace beda o 1/4 tansze.
Z Kuala Lumpur na lotnisko mozna latwo i przyjemnie dojechac na lotnisko (70km) szybkim pociagiem - nie warto tracic pieniedzy na taksowki.
NOCLEGI: latwo dostepne, choc niektore miejsca to niezle nory. 10 ringitow to najczestsza cena w celi wieloosobowej. Niektore miejscowosci o wiekszym ruchu turystycznym moga byc nieco drosze.
JEDZENIE: w Malezji kazdy znajdzie cos dla siebie - spoleczenstwo jest wielokulturowe, wiec trzeba karmic i muzulmanow, i Hindusow i Chinczyków... je sie generalnie wszedzie i nie ma problemu z wyborem - np. na popularnym dworcu autobusowym w KL jest do wyboru ok. 150 barów. Najlepszy wybor na sniadanie to roti canai, czyli hinduski placek-ciasto maczane w curry i do tego ice tea. Jesli ktos chce dostac ice tea bez mleka, za to z cytryna, to niech powie z gory, bo potem bedzie za pozno. Dania na inne pory dnia to smazony ryz na x sposobow i laksa - ostry rybny eintopf.
TRZEBA ZOBACZYĆ:
Taman Negara - park narodowy obejmujacy tereny wiecznie zielonych lasow - warto zapuscic sie dalej niz 10 km od cywilizacji, zeby poczuc sie naprawde dziko;
Cameron Highlands - gory sięgające 2000 metrow 200 kilometrow na polnoc od KL. Klimat umiarkowany sprzyja zarowno wycieczkom, jak i wegetacji roślin: pola herbaciane wygladaja bardzo malowniczo!
Petronas Tower - kiedys największy wiezowiec świata jest główna atrakcja stolicy.
OSTATNIE RADY:
Dzungla po dwoch miesiacach pory suchej wyglada raczej jak Bieszczady we wrzesniu, a nie wiecznie zielony las - lepiej pojechac w innym terminie niz luty-kwiecien.
Czas spedzony w KL ogranicz do minimum - szkoda czasu i pieniedzy.
Przy planowaniu podrozy warto wziac pod uwage, ze zarowno pociagi, jak i autobusy lubia sie spozniac...
W Tanah Rata (glowna miejscowosc Cameron Highlands) warto zatrzymac sie w guesthousie Twin Pines - fajnie, tanio i mozna zagrac w szachy z szefem:))



FILIPINY 24.3.2005 23:06 GMT+1
WJAZD: tylko samolot + 1 linia promowa z malezyjskim Borneo i kilka z Indonezją. Wiza bezplatna do 21 dni - potem trzeba przedłużać w urzędach imigracyjnych.
KASA: 1 USD = ok. 55 peso. Nie jest drogo: male piwo w sklepie kosztuje nawet 15 peso, w knajpie 30. Na prowincji prosty obiad to koszt 50 peso; nad morzem 100 peso spokojnie wystarcza na obiad z owocami morza i ryżem, a czasami nawet piwem:) Lokalny rum i brandy zaczyna się od 35 peso za pół litra, ale strasznie czesze:((
Bankomaty ogólnodostępne.
KOMUNIKACJA:
Tanie lokalne linie lotnicze, bilet powrotny potrafi kosztowac w przeliczeniu 200-300 zlotych.
Autobusy długo- i średniodystansowe wychodzą przeważnie po 40-50 peso za godzinę - co jest o tyle złudne, że autobus może jechać 360-kilometrową trasę przez 9 godzin...
Pomiędzy wyspami pływają promy - cena jest odwrotnie proporcjonalna do czasu podróży; 1,5-godzinna podróż z Bohol do Cebu kosztuje 450 peso, a 4-godzinna bodaj 250.
W Manili opłaca się jeździć taksówkami, ale pod warunkiem, że mają taksometry: ze centrum na lotnisko płacimy 150 peso, ale w powrotną stronę obowiązują sztywne ceny i płacimy 350-400 - chyba, że przejdziemy na przeloty i złapiemy taksówkę, która właśnie kogoś odwiozła:))
Na mniej uczęszczanych trasach za miastem oraz w Manili za całą komunikację robią jeepneye (przewiewne autobusy z napędem na 4 koła), a na krótsze trasy dobre są motorki z przyczepką.
NOCLEGI: nie ma problemu ze znalezieniem, choć w mniejszych miejscowościach mogą być z lekka obskurne... koszt od 100 peso (w górach, łazienka z zimną wodą na korytarzu), przez 200 peso (bambusowy szeregowiec 20 metrow od morza...) do 250 peso za osobę w guesthousie w stolicy.
JEDZENIE: kuchnia filipińska jest w znacznej części mięsna, z tym że w górach często mięsa brakuje, więc wegetarianie nie mogą narzekać. Na wyspach można przebierać w rybach i owocach morza, no i mają pyszne mango:)
W wielu miejscach można kupić pyszny sok z młodych kokosów (buko juice) za 10 peso za opakowanie - pycha.
Spośród ich lokalnych "przysmaków" odradzałbym baloty - gotowane na miękko jajka z lekko - ale nie całkowicie - rozwiniętym kurczakiem. Syf.
TRZEBA ZOBACZYĆ:
tarasy ryżowe w prowincji Ifugao (Kordyliera, 300 km na północ od Manili) nazywane są przez niektórych óśmym cudem świata;
liczne wulkany - na większość można się wspiąc, choć na niektóre lepiej z przewodnikiem...;
Manilę lepiej potraktować jedynie jako punkt przesiadkowy + przetoczyć się po tamtejszych klubach muzycznych i zobaczyć jakie przeboje są aktualnie modne na FIlipinach;
no i pobyczyć się na jakiejś ładnej plaży na Boracay czy Panglao.
OSTATNIE RADY:
Na dłuższe podróże w autobusie konieczny polar i czapka - kierowcy potafią
przymrozić do 10 stopni:))
Przy podrożach otwartymi środkami komunikacji (jeepneye, dachy autobusów, pickupy...) przydają się chustki i szale, bo nie wszystkie drogi są asfaltowe i trochę się moze kurzyć:)
Bardzo sympatyczny Benji z Friendly's Guesthouse w Manili (róg Adriatico i Nakpil Street) zna się na wszystkim i doradzi gdzie jechać i czym. Guesthouse znajduje się w samym centrum dzielnicy Malate, o krok od barów, restauracji i klubów muzycznych - jak spać w Manili to tylko tam:))



Content Management Powered by CuteNews

© hominski.net 2005-2010
wejść od 29.01.05