|
A może do Laosu? 18.5.2005 23:07 GMT+1
|
Tak wygląda biedny mały stworek odkryty niedawno w Laosie - takie skrzyżowanie wiewiorki ze szczurem:) Problem w tym, że jeszcze żaden biały człowiek nie zaobserwował żywego "laotańskiego szczura skalnego" (bo tak uczeni to-to nazwali, po łacinie Laonastes aenigmamus...), jak dotąd widziano go jedynie na targu w stanie wskazującym jednoznacznie cel kulinarny...
Tak więc chyba to niezłe wyzwanie - zobaczyć jakieś całkiem nowe zwierzę:)) |
|
|
|
Zmiany, zmiany... 31.3.2005 19:13 GMT+1
|
...na razie tylko na stronie:) Dolozylem kilka mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy: przede wszystkim mapkę, która ladnie pokazuje ile to sie najezdzilismy przez poltora miesiaca (dzieki za mapke, Jasiek!).
Oprocz tego kto chce (bo go ciekawi, albo sie wybiera) moze w dziale "poradnikowym" przeczytac co warto, a czego nie warto w poszczegolnych krajach - co zobaczyc, co jesc, gdzie spac i ile to wszystko kosztuje. Juz za pare dni bedzie dzialac nowa i fajna przegladarka do zdjec, z ktorymi musze jeszcze zrobic lekki porzadek. Ale to za chwile. Beda tez przepisy, beda linki do ciekawych stron i moze jeszcze cos bedzie, przy czym na razie nie za bardzo wiem co:) |
|
|
|
Już skończyła się przygoda... 15.3.2005 10:17 GMT+1
|
z psem Pankracym. Witamy w domu. Pol dnia wczesniej niz myslelismy (udalo sie przebukowac bilety WE Wiedniu (to taki krakusizm:) i zamiast o 13 z minutami lecielismy o 7.30. Teraz siedze w pracy i czytam 1513 maili sluzbowych, ktore dostalem przez poltora miesiaca. Wszystkim wytrwalym czytelnikom i komentatorom (Julia! :))) dziekuje za odwiedzanie strony, wkrotce postaram sie to wszystko jakos uporzadkowac i dorobic pare dzialow, ktore posluza zapewne tym, ktorzy zdecyduja sie pojsc w nasze slady. My tez pojdziemy we wlasne slady jeszcze kiedys, ale chyba najwczesniej za rok. Trzymajcie sie cieplo! Niech zyje wiosna!!!
I w tym miejscu jeszcze chcialem serdecznie podziekowac glownemu adminowi (dzieki Mlody!), jak i jego okazjonalnym wspolpracownikom:) Przeciez sam bym tego bez was nie zrobil!
 |
|
|
|
I znowu Bangkok 14.3.2005 9:27 GMT+1
|
Po raz czwarty w ciagu poltora miesiaca jestem w Bangkoku (z tym, ze raz nawet nie wyszedlem z lotniska...). I tym razem dalismy szanse Bangkokowi wielkomiejskiemu i zamieszkalismy w dzielnicy 30-pietrowych hoteli, apartamentowcow i biurowcow. I jeszcze ogromnych centrow handlowych, z ktorych niektore sa zasluguja raczej na miano wielopietrowych, klimatyzowanych bazarow, z racji badzewia, ktore tam sprzedaja. Poza tym duzo knajp, duzo korkow, duzo ludzi, wielkomiejska schiza. W jednym miejscu nad soba ida kolejno: trzypasmowa ulica, kladka dla pieszych (wzdluz drogi, nie w poprzek), estakada jednej kolejki miejskiej i nad nia jeszcze estakada drugiej kolejki miejskiej. A wyobrazcie sobie jeszcze skrzyzowania... Dzis poznym wieczoram wsiadamy w samolot, w Wiedniu moze wyskoczymy do miasta na mala kawke (jedyne siedem godzin przerwy miedzy lotami...), a w Warszawie ladujemy we wtorek ok. trzeciej po poludniu (prognozy daja nadzieje na lekko dodatnia tempereture, wiec szok termiczny nie powinien byc zbyt duzy). O udanym ladowaniu na Okeciu nie omieszkamy zawiadomic:)) |
|
|
|
To byl prawdziwy tydzien nierobstwa... 11.3.2005 13:47 GMT+1
|
... od zeszlej soboty do dzis. Siedzielismy sobie prawie na samym koncu Ko Phi Phi - cudownej wyspy oblanej sliczna turkusowa i przejrzysta woda. Akurat nasze miejsce nie bylo tkniete przez tsunami, ale juz sasiednie hotele mialy gorzej - jak pojsc 500 metrow w jedna strone to juz roboty budowlane, wiec pewnie woda byla, a 2 kilometry w druga strone to juz zupelna rozpierducha. Glowna wioska wyspy, Ton Sai, wyglada raczej kiepsko, co troche widac na zdjeciach. Ale prace wra, a nieliczni turysci zostawiajac tu swoje pieniadze tylko sie przyczyniaja do odbudowy.
A my mieszkalismy przez 6 dni w domku 5 metrow od morza (no, jak byl odplyw to powiedzmy, ze 20:)) Nie przesadze, jak powiem, ze nasza aktywnosc ograniczyla sie do opalania, plywania, snorkelowania (super rybki, na malej wysepce 15 minut lodzia od Ko Phi Phi juz 5 metrow od brzegu byly dziesiatki roznych gatunkow!), picia drinkow z mlekiem kokosowym, probowania czy bardziej ostre jest curry czerwone czy zielone (patrz dzial kulinarny) no i oczywiscie spania. W tym celu jeszcze w Kambodzy kupilem sobie sliczny hamaczek, chyba troche przeplacilem, bo kosztowal 4 dolary:) Aha, Ania przeczytala w tym czasie dziejace sie nie daleko "The Beach" (beznadzieja podobno), a ja o wiele ciekawsza "A History of Cambodia".
Dzis nocujemy w miasteczku o jakze uroczej nazwie Krabi, a jutro transportujemy sie do Bangkoku - zbliza sie weekend, pewnie poszalejemy, czego i wam zyczymy:)) |
|
|
<< Poprzednie 1 2 3 4 5 6 7 8 Następne >> |