Kalifornia

 :: Dziennik ::
 Kulinaria
 Mapa
 

 Galeria

 Zdjęcia stare i nowe
 

 Krótkie wypady

 Węgry
 Bruksela
 Mediolan
 Macedonia
 Irlandia
 Kraj Basków
 Słowenia
 

 Turcja/Iran

 Dziennik
 Kulinaria
 O Iranie
 Mapa
 

 Wietnam/Malezja

 Dziennik
 Kulinaria
 Mapa
 Nasze plany
 

 Kanada

 Dziennik z BC
 British Columbia
 Mapa
 Plany
 Nomeansno
 

 Nowa Zelandia

 Dziennik z NZ
 Kulinaria
 Mapa
 Zwierzęta
 Dobre rady Homika
 Co zobaczymy?
 NZ - almanach
 

 Azja Płd.-Wsch.

 Dziennik z Azji
 Kulinaria
 Dobre rady Homika
 Mapa
 

 Linki

 Ciekawe strony
 

 Szukaj w newsach

 






Oakland, Napa, Sacramento... 21.10.2009 22:54 GMT+1
Na ostatnie dni wyjazdu porzucilismy San Francisco i objechalismy okoliczne miasta. Zaczelismy od Oakland - to miasto ponad 400-tysieczne, lezace po przeciwnej w stosunku do SF stronie zatoki (w tzw. East Bay Area). Wielu mieszkancow Oakland zwiazalo zapewne swa zawodowa droge z San Francisco i codziennie dojezdza do pracy w SF. A dojezdzac mozna na rozne sposoby: podziemna kolejka (3.10 dolara w jedna strone, 15 minut), samochodem (4 dolary za przejazd przez most - ale tylko w strone SF - czas dojazdu pewnie rozny), i w koncu promem (6 dolarow w jedna strone, pol godziny). Korzystajac z ladnej pogody my opuscilismy Frisco wlasnie promem - co pozwolilo nam na podziwianie ladnych widokow:)



Oprocz duzego portu Oakland ma sympatyczne nabrzeze z kilkoma sklepami i knajpkami, oddzielone od reszty miasta torami kolejowymi (po ktorych przetaczaja sie pociagi towarowe!). Dalej idzie "Old Oakland" - mizerne cztery kwartaly przypominajace jako tako miasto europejskie, z czyms na ksztalt wiktorianskich kamieniczek. Kilkadziesiat metrow dalej juz zaczyna sie dzielnica wysokich biurowcow i hoteli, a potem krzyzujace sie prostopadle ulice tylko sie juz multiplikuja tworzac typowy krajobraz amerykanskiego miasta. No ale nie przyjechalismy do Oakland, zeby je zwiedzac, lecz by sie bawic! W "Starym Oakland" szybko znalezlismy bar z dziesiecioma gatunkami belgijskich i belgijskopodobnych (lecz warzonych w USA) piw gornej fermentacji - i to beczkowych. Butelkowych bylo pewnie z 50! Calkiem obiecujaco. Potem zjedlismy calkiem dobrze w meksykanskiej Antojerii - czyli z grubsza odpowiedniku wypasionego hiszpanskiego tapas baru. Przy okazji musielismy wysluchac utyskiwan pana siedzacego przy sasiednim stoliku, ktory domagal sie od kelnera podania frytek do zamowionej meksykanskiej potrawy... Zgroza!

No a wieczorem koncert Gogol Bordello - bylo super, nie tylko sam koncert (szczerze namawiamy na koncerty w Warszawie i Krakowie 8 i 9 grudnia!), ale i miejsce: klub przerobiony ze starego teatru z parterem w trzech coraz to wyzszych poziomach zapewniajacych ekstra widocznosc i rozdzielonych barierkami, a takze pietrem - jak w teatrze - z miejscam siedzacymi. Do tego z 10 barow, wiec nie bylo zadnych kolejek po piwo i drinki. No i ten dzwiek! Nastepnego dnia - juz w innym miejscu - widzielismy za to Nomeansno - coz za zbieg okolicznosci, sami przyznacie;)

Na polnoc od Oakland na lekko pofaldowanym terenie, w obrebie dolin Sonoma i Napa znajduja sie cala masa winnic. Jak tylko opuscilismy Oakland udalismy sie tam z zamiarem poprobowania tutejszych chardonnay i pinot noir. I musze powiedziec, ze zniechecil nas nieco tlum ludzi - moze przez weekend, moze przez okres zbioru winogron, a moze po prostu tak tam maja. Ogolnie drogo, turystycznie i malo ciekawie - moze po prostu mielismy pecha, bo jak zjechalismy z glownych drog, to od razu zrobilo sie przyjemniej i calkiem pusto. Niemniej pierwsze wrazenie przewazylo i dosc szybko zwinelismy sie do Sacramento.

Do Sacramento przywiodla nas nie chec spotkania gubernatora Schwarzeneggera (tu wlasnie miesci sie stolica stanu Kalifornia), ani tez walory krajoznawczo-turystyczne (no coz, centrum zabudowane jest przecinajacymi sie prostopadle ulicami, oznaczonymi kolejnymi literami oraz cyframi - w zaleznosci od tego, czy droga wiedzie z polnocy na poludnie, czy ze wschodu na zachod...). W miescie zaplanowano ostatni z serii koncert w ramach krotkiej trasy Nomeansno, z udzialem kilku innych zespolow, w tym okazjonalnego projektu Mike'a Watta z legendarnej grupy The Minutemen. Koncert oczywiscie byl super, zostal mi sie z niego plakat:



W niedziele z zalem opuscilismy zarowno Sacramento, jak i cala sloneczna Kalifornie. Ostatnia przejadzka kabioletem, ostatnia miska chowderu, ostatnie zakupy (wracamy z 30 plytami i 10 ksiazkami...), ostatni rzut oka na ocean i ostatnie zdjecie:



W galerii znajdziecie wiecej zdjec. Wkrotce Ania napisze co nieco, a moze nawet calkiem sporo o naszych wrazeniach kulinarnych - byly dosc ambiwalentne, ale to nie znaczy, ze nieciekawe! I ja tez jeszcze postaram sie cos dopisac, bo - podobnie jak Iran - Ameryka jest wspanialym miejscem do poczynienia obserwacji socjologicznych.
KOMENTARZE (0):

Imię lub Pseudonim:

CAPTCHA Image Tekst z obrazka
Zmień obrazek
Content Management Powered by CuteNews

© hominski.net 2005-2010
wejść od 29.01.05